Dlaczego decyzje wracają do CEO?
CEO przejmuje decyzje, żeby firma działała szybciej.
Zespół zaczyna czekać. Coraz więcej spraw wraca do CEO. Presja rośnie. Więc CEO przejmuje jeszcze więcej.
I gdzieś po drodze organizacja zaczyna mieć problem, który łatwo pomylić z brakiem zaangażowania, niedojrzałością zespołu albo zwykłym przeciążeniem. Tymczasem początek może być zupełnie gdzie indziej - w utracie wpływu. To wcale nie jest spektakularny moment, w którym komuś formalnie odbiera się odpowiedzialność. Zwykle nic takiego się nie wydarza. Ludzie nadal mają stanowiska. Mają cele. Mają projekty. Mają całe listy zadań. Tylko coraz mniej rzeczy mogą naprawdę rozstrzygnąć. I właśnie tu zaczyna się problem.
Odpowiedzialność bez wpływu: ukryty koszt
Można mieć odpowiedzialność bez realnego wpływu.
Wyobraź sobie menedżera odpowiedzialnego za wynik swojego obszaru. Formalnie wszystko się zgadza. Tyle że większa decyzja cenowa wymaga akceptacji. Zmiana w projekcie - akceptacji. Nowy dostawca - ponownie akceptacji. Nietypowe rozwiązanie dla klienta - najlepiej najpierw „sprawdzić z górą”…
Po kilku takich sytuacjach człowiek bardzo szybko uczy się zasad systemu i na pewno nie jest to: „podejmij dobrą decyzję”, ale zapewne: „upewnij się, że ktoś wyżej ją zaakceptuje”.
To subtelna różnica. I bardzo kosztowna, bo odpowiedzialność za wykonanie zostaje na dole, ale prawo do decyzji przesuwa się w górę. Kiedy człowiek odpowiada za wynik, na którego kształt ma coraz mniejszy wpływ, trudno oczekiwać, że jego poczucie ownership będzie rosło.
Kiedy CEO staje się centrum decyzyjnym
Cóż, często w dobrej wierze, bo to rzadko zaczyna się od potrzeby kontrolowania wszystkiego. Znacznie częściej od zdania: „Daj, zrobię to szybko”, albo: „Podeślij mi przed wysłaniem”, lub „Przy tej skali ryzyka wolę jeszcze na to spojrzeć.”
Każde z tych zdań osobno może mieć sens. Problem pojawia się wtedy, gdy wyjątek staje się sposobem działania organizacji.
CEO wie najwięcej, ma największe doświadczenie, widzi szerszy obraz. Więc kolejne decyzje naturalnie zaczynają do niego wracać. Na początku to nawet działa, bo po prostu jest szybciej, bezpieczniej, znacznie mniej błędów.
Tylko że organizacja zaczyna płacić cenę później. Dlaczego? Bo skoro i tak trzeba zapytać lidera, po co podejmować ryzyko samodzielnie? Skoro lider poprawi rozwiązanie, po co inwestować energię w jego dopracowanie? Skoro decyzja zostanie podjęta wyżej, łatwiej przynieść problem niż rekomendację. W ten sposób organizacja niepostrzeżenie uczy ludzi czekania.
Utrata wpływu zabiera inicjatywę
I wchodzimy w domino - najpierw znika decyzja, potem inicjatywa.
Kiedy ludzie przestają podejmować decyzje, nie tracą od razu motywacji. Proces jest wolniejszy. Najpierw maleje odpowiedzialność za rezultat, a potem inicjatywa. Niestety za chwilę również gotowość do eksperymentowania i podejmowania ryzyka. Z czasem zaczyna brakować odwagi, żeby wyjść przed problem, zanim stanie się pilny. I wtedy lider patrzy na zespół i widzi dokładnie to, czego się obawiał: „Oni nie podejmują decyzji”, „Przychodzą do mnie ze wszystkim”, „Nie wychodzą z inicjatywą.” Tyle że w części organizacji nie jest to cecha ludzi, to wyuczony sposób działania.
Autonomia zespołu zaczyna się od delegowania decyzji
System przez miesiące lub lata konsekwentnie pokazywał, gdzie naprawdę znajduje się prawo do decyzji. Autonomia zespołu zaczyna się od delegowania decyzji, a nie od delegowania zadań. To jedna z różnic, które w pracy z liderami uważam za fundamentalne. Można delegować bardzo dużo i nadal pozostawić organizację całkowicie zależną od siebie. Delegowanie: „Przygotuj prezentację.” „Poprowadź projekt.” „Porozmawiaj z klientem.” nie jest przecież tym samym co: „To jest Twoja decyzja.”
Autonomia zaczyna się tam, gdzie razem z odpowiedzialnością za rezultat przekazujemy również odpowiedni zakres decyzji. Nie wszystkie oczywiście, nie bez granic i nie bez jasnych zasad eskalacji. Dojrzała autonomia nie oznacza przecież: „róbcie, co chcecie”, ona oznacza, że organizacja wie kto decyduje, w jakich ramach, przy jakim poziomie ryzyka i kiedy decyzja powinna wrócić poziom wyżej. To różnica pomiędzy chaosem, a dobrze zaprojektowanym systemem odpowiedzialności.
Jak rozpoznać wąskie gardło decyzyjne?
Najbardziej niebezpieczny moment? Kiedy system nadal „działa”, czyli firma bez problemu dowozi, spotkania systematycznie się odbywają i projekty są prowadzone. CEO ma kalendarz wypełniony od rana do wieczora i poczucie, że bez jego udziału zbyt wiele rzeczy mogłoby się zatrzymać. To właśnie dlatego ten mechanizm potrafi być długo niewidoczny. Tu nie pojawia się od razu wielki kryzys. Najpierw pojawia się kilka drobnych sygnałów.
Coraz więcej pytań „czy możemy?”.
Coraz mniej zdań „rekomenduję, żeby…”.
Coraz więcej spraw czekających na jedną osobę.
Coraz więcej spotkań potrzebnych tylko po to, żeby uzyskać akceptację.
I coraz częstsze poczucie lidera: „Naprawdę muszę być wszędzie?”
Warto wtedy zadać inne pytanie.
I nie chodzi mi o pytanie: jak mam zmieścić jeszcze więcej?
Tylko: dlaczego tak wiele rzeczy w ogóle musi przechodzić przeze mnie?
7 pytań o autonomię i delegowanie decyzji
Na najbliższym spotkaniu zarządu nie zaczynałabym od dyskusji o kulturze organizacyjnej, zaczęłabym od bardzo konkretnych pytań:
- Ile decyzji wraca dziś do mnie tylko dlatego, że zawsze do mnie wracały?
- Za jakie wyniki ludzie odpowiadają, nie mając realnego prawa do podjęcia decyzji?
- Czy zespół przynosi mi rekomendacje, czy przede wszystkim problemy do rozwiązania?
- Kiedy ostatnio ktoś podjął dobrą decyzję bez pytania mnie o zgodę?
- Gdzie moja potrzeba kontroli pomaga zarządzać ryzykiem, a gdzie po prostu spowalnia organizację?
- Które decyzje świadomie powinny pozostać na moim poziomie, a które są tu tylko z przyzwyczajenia?
- Gdzie stoi dziś pierwszy klocek domina?
Bo kiedy znika wpływ, zwykle nie kończy się na jednej rzeczy. Za nim potrafią polecieć: odpowiedzialność, inicjatywa, odwaga, tempo i energia organizacji.
Zmiana zaczyna się od decyzji, której lider nie podejmie
Nie od kolejnej prezentacji o empowerment. Nie od ogłoszenia, że „od dziś bardziej ufamy ludziom”. Od bardzo konkretnego momentu, w którym problem trafia do Ciebie, a Ty zamiast podać odpowiedź pytasz: „Co rekomendujesz?” albo: „Czyja to właściwie powinna być decyzja?”
Czasami właśnie w takim małym momencie zaczyna się większa zmiana, bo każda decyzja, którą dziś zatrzymujesz u siebie, jest również decyzją, której ktoś w Twojej organizacji nie uczy się podejmować. A jeśli firma częściej czeka niż decyduje, być może nie potrzebuje większej kontroli. Potrzebuje odzyskać zdolność do samodzielnego podejmowania decyzji.
SEE BEYOND. LEAD.
Clarity Before Speed.











